sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział trzeci

       Stałam tak patrząc na moje przemoknięte do granic możliwości buty. Nie wiedziałam co mam zrobić.
W końcu spojrzałam na nią, a ona obdarzyła mnie tak ciepłym wzrokiem, że trudno było się nie uśmiechnąć. Zarumieniłam się.
-No, dziecko. Powiedz, co się stało?

Patrzyłam na nią. Teraz nawet gdybym chciała coś powiedzieć to bym nie mogła. Łzy zebrały mi się w oczach. Jeśli próbowałabym cokolwiek wykrzesać z moich strun głosowych to w najlepszym wypadku skończyłoby się to płaczem.

Kobieta zrozumiała, że delikatnie mówiąc, nie jestem w dobrym humorze. Spytała się tylko:
-Jak masz na imię?
Łzy pociekły mi po policzku i zanim naprawdę zaczęłam płakać zdążyłam z siebie wykrzesać cichą odpowiedź.
- Sophia.

       Usiadłam na brzegu chodnika i płakałam. Nie mogłam dłużej tego znieść. Nie było to spowodowane tylko chorobą mamy. Wszystko mnie przytłaczało. Nie miałam chłopaka, nie miałam przyjaciółki, nie miałam nawet taty, bo zostawił mnie i mamę kiedy miałam trzy lata.

Miałam dosyć tej głupiej egzystencji życia. Co z tego, że człowiek sam o sobie może decydować, skoro jedna głupia choroba może wszystko zniszczyć?

       Nie rozumiałam tego, że matka Robb'ego cały czas siedziała przy mnie. Ona nawet mnie nie znała, a mimo to martwiła się o mnie. Przez długi czas była cicho pozwalając mi się wypłakać. Teraz odezwała się.
-Chodź, wejdź do środka.
Nie zaczekała na moją odpowiedź. Złapała mnie za rękę i wprowadziła do swojego domu.
Nie chciałam być dla nich ciężarem. Z drugiej strony nie chciałam zamarznąć na śmierć.
-No, zdejmij buty, a ja zrobię Ci herbatę- powiedziała to w taki sposób jakby codziennie przygarniała przypadkowe dziewczyny z ulicy.
-Chwileczkę!- wreszcie udało mi się coś powiedzieć.
-Tak?-widać, że ucieszyła się tym, że w końcu się odezwałam.
-Ja.. Chciałabym pani bardzo podziękować. Nie wiem jak mam się odwdzięczyć.
-To dla mnie sama przyjemność. A właśnie!  Mam na imię Maria- uśmiechnęła się i pobiegła do kuchni zostawiając mnie samą w przedpokoju.

       Jak to się stało, że tu jestem? Nie mam pojęcia. Wiem jedynie, że wolę herbatę i ogień w kominku od śniegu,  ciemności i przemokniętych ubrań.

       Stałam jeszcze chwilę rozglądając się do okoła.
To pomieszczenie było małe i przytulne. Była tu jedynie duża, drewniana szafa, wieszak na kurtki i małe lustro.
Spojrzałam w nie i dopiero teraz zobaczyłam jak wyglądam.
Miałam poczochrane włosy,  rozmazany makijaż, który nie wiadomo po co zrobiłam i twarz czerwoną od mrozu. Świetnie.

       Zaczęłam zdejmować z siebie mokre warstwy ciuchów. Płaszcz powiesiłam na wieszaku, a czapkę i szalik włożyłam do rękawa. Buty postawiłam w rogu pomieszczenia, aby nie nabrudzić.
Nieśmiało i cicho wyszłam z pokoju i poszłam korytarzem w lewo, bo widziałam, że w tamtą stronę skręciła Maria. Chciałam znaleźć ją jak najszybciej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz