piątek, 18 grudnia 2015

Rozdział drugi

      Stałam przez chwilę na środku pustej i zarazem nieco mrocznej ulicy, ale od takiej bezczynności kostniały mi palce. Chcąc, nie chcąc ruszyłam dalej.

      Przy tej drodze nie stało zbyt wiele budynków. Przez ciemności i coraz mocniej padający śnieg ledwie dostrzegłam dwa małe domki jednorodzinne.

       W tym momencie poczułam ucisk w żołądku. Tak bardzo brakowało mi rodzinnego domu, wspólnych świąt i tego zapachu słodkich pierniczków mieszającego się z piękną wonią sosny. Brakowało mi tego co każdy ma na wyciągnięcie ręki.

       Dwa lata temu u mojej mamy zdiagnozowano raka tarczycy. Czułam się przytłoczona tym faktem. W dodatku poczucie winy, które wiązało się z tym, że nie mogłam być z nią na świętach było trzysta razy gorsze niż ten mróz. Po prostu nie miałam pieniędzy na bilet, a mama mieszkała w Irlandii.
Jednak najokropniejsze było to, że to mogły być jej ostatnie święta.

       Z tych przemyśleń wyrwał mnie jakiś dziecięcy głosik dobiegający z jednego z domów. Nawet nie zorientowałam się, że zaszłam tak daleko.
-Mamo! Ktoś tam idzie! To Mikołaj?!
Chwilę po tym radosnym okrzyku usłyszałam uchylające się drzwi.
Spojrzałam w ich stronę.
W przejściu ujrzałam chłopczyka z nadzieją i zachwytem wgapiającego się w moją twarz. Niestety, po paru sekundach dziecko zorientowało się, że Mikołaj nie ma rudych włosów i nie chodzi w damskim płaszczu. Nagle oczy przepełnione zachwytem zmieniły się w oczy pełnie smutku.
Nie wiedziałam co mam zrobić. Stałam właśnie w obcym mieście, przed obcym domem, wpatrując się obcą twarz zawiedzionego dziecka.
Mimo to nie ruszyłam się z miejsca.
W końcu odezwała się jakaś kobieta. Chyba jego mama.
-Robby! Jest okropny ziąb! Wracaj do domu natychmiast!
Mimo, że krzyczała, jej głos był niezwykle łagodny.

       Robby zniknął za drzwiami, a kobieta w sweterku w renifery podeszła do mnie.
-Co ty tu robisz? Jest późna noc, a ty włóczysz się tutaj sama. To okropne odludzie. Przynajmniej w porównaniu do Londynu.

       Kobieta miała całkowitą rację. Miasta i wsie na obrzeżach stolicy były tak wyludnione jakby powstały tylko dla paru osób.
-Ja...
Nie wiem dlaczego, ale chciałam opowiedzieć jej o wszystkim. Jednak słowa, że nie mam z kim spędzić Bożego Narodzenia nie przechodziły mi przez gardło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz