Siedziałam tak jakieś pół godziny gapiąc się na ogień w kominku i pijąc herbatę.
Może ktoś by określił mnie jako histeryczkę. Ale mnie ta sytuacja zwyczajnie przerosła. Nie umiałam sobie z tym poradzić i właściwie to doprowadziło, że siedzę teraz w cudzym domu.
Pogrążyłam się w głębokich rozmyślaniach w takim stopniu, że nie docierały do mnie bodźce z zewnątrz. Co prawda słyszałam jakieś tam rozmowy, ale nie zwracałam na nie specjalnej uwagi. Jedyną osobą, z którą chciałam rozmawiać była moja mama. Niestety, moja komórka już dawno odmówiła mi posłuszeństwa.
Nagle przede mną ktoś się pojawił. Potrzebowałam chwili na otrząśnięcie się i zidentyfikowanie tej postaci. To była Maria. Kucnęła na przeciwko i położyła rękę na moim kolanie. Spojrzała na mnie i odezwała się :
-Widzę, że jesteś bardzo zmęczona. Przygotuję pościel, a Kevin pomoże ci rozłożyć kanapę.
Wstała i wyszła z salonu zostawiając mnie samą z małym Robbym i Kevinem. A właśnie gdzie jest Robby? Jeszcze chwilę temu siedział obok i przyjmował zadziwiające pozy, których myślę, że nie powstydziłaby się żadna gimnastyczka. Rozejrzałam się do okoła, ale go nie zobaczyłam. Zdziwiona spytałam się Kevina:
-A gdzie jest twój brat?
-Mój brat? Jakieś pół godziny temu mama położyła go spać. Nie zorientowałaś się? -spojrzał się na mnie jak na wariatkę.
Miałam tego dosyć. Odpowiedziałam oschle:
-Nie.
Po czym zabrałam się do rozkładania łóżka.
Kevin zerkał na mnie raz po raz i chyba chciał coś jeszcze powiedzieć, ale gdy tylko otwierał usta to z powrotem je zamykał. Może to i dobrze.
Zadziwiające było jeszcze to, że nie odzywając się do siebie, ani słowem doprowadziliśmy tą kanapę do porządku.
Na szczęście po chwili Maria weszła do pokoju z wielką pierzyną i równe wielką poduszką. Zaś Kevin widząc matkę wyraźnie poczuł ulgę, że może już sobie pójść. Odwrócił się tylko jeszcze raz i spojrzał na mnie takim wzrokiem, że nie miałam pojęcia jak się zachować. Odwróciłam więc głowę i postanowiłam poczekać, aż sobie pójdzie. Nie wiem dlaczego, ale w jego towarzystwie czułam się bardzo nieswojo. Nie musiałam długo czekać, ponieważ już po chwili sam się odwrócił i szybkim krokiem ruszył w stronę swojego pokoju.
W między czasie jego mama zdążyła równiutko ułożyć pościel. Już chciała także pójść do sypialni, ale coś ją zatrzymało. Uśmiechnęła się do mnie promiennie.
-Potrzebujesz może czegoś?
-Nie, dziękuję. Chociaż... Może ma Pani ładowarkę, która pasowałaby do mojego telefonu?
-Hym... A możesz mi go pokazać? Nie wiem czy moja ma odpowiednią wtyczkę.
-Tak, tak. Oczywiście- powiedziałam szybko i w popłochu zaczęłam go szukać. No tak, przecież był w kieszeni. Wyjęłam stary telefon ze zbitą szybką. Zrobiło mi się wstyd, ale podałam go Marii.
-Wiem jest nienajnowszy...
-Nic nie szkodzi. Moja ładowarka na pewno nie wejdzie w ten mały otwór, ale możliwe, że mam gdzieś taką- w jej oczach pojawił się entuzjazm, a po chwili dodała - daj mi chwilę. Chciałam coś odpowiedzieć, ale ona już zdążyła wyjść z salonu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz