wtorek, 22 grudnia 2015

Rozdział piąty

       Poczułam na sobie wzrok dwóch osób. Kevina i Marii. W zasadzie to trzech, bo mały Robby zaczął się wiercić. Widocznie znudziło mu się siedzenie w miejscu.

       Jeszcze raz spojrzałam na Kevina. Nie zobaczyłam już w nim obojętnego chłopaka. Teraz naprawdę się zmartwił.
Nie mogłam tego znieść. Miałam ochotę zniknąć z tego świata, uciec od tych problemów, które niby są tak dalekie, a jednak tak bliskie.
Głównym były pieniądze, a w zasadzie ich brak. Przecież są jakieś nowe technologie pozwalające leczyć raka tarczycy. Ale co z tego jeśli ja ich nie mam? Nawet nie mogłam pracować, bo nie skończyłam studiów!  A na studia skąd wziąć  pieniądze? 
Kto pozwala na to, aby działy się takie rzeczy?
Nie miałam nawet jak pojechać do mamy. Jutro pierwszy dzień świąt, a ona będzie sama. Nie tak to miało wyglądać...

       Po chwili Kevin spytał się jeszcze raz:
-No.. Co się stało?
Spojrzałam się na niego. Otworzyłam usta, ale od razu je zamknęłam. Łza spłynęła mi po policzku.
Teraz jego mama siedziała obok mnie. Wyciągnęła rękę i pogłaskała mnie po plecach.
-Naprawdę, możesz nam to powiedzieć, pomożemy ci.
Jej głos był tak przyjazny, że spojrzałam na nią i uśmiechnęłam się mimowolnie.
-Moja mama ma raka. Mieszka w Irlandii. Ja... Po prostu nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Weszłam do autobusu, a potem zorientowałam się, że to ostatni tej nocy.
-Ale czemu do niej nie pojechałaś?-Kevin wydawał się być bardzo zdziwiony. Widocznie nigdy nie zaznał pojęcia "brak pieniędzy".
Westchnęłam głośno, chyba nawet zbyt głośno.
-Aha. No tak- chyba teraz zrozumiał. Oparł się o kanapę i jeszcze raz powtórzył :
-Aha.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz