sobota, 19 grudnia 2015

Rozdział czwarty

       Po paru krokach ujrzałam obszerny salon. W rogu stała duża pięknie zdobiona choinka. Na przeciwko niej był kominek przepełniony blaskiem ognia, a na kanapie siedział Robby i jakiś chłopak. Myślę, że był mniej więcej w moim wieku, czyli miał pewnie dziewiętnaście lat.
Zdziwił się na mój widok, ale nie komentował. Zmierzył mnie tylko wzrokiem, a następnie spojrzał mi na twarz i trochę sztucznie się uśmiechnął.
Odwróciłam wzrok.

Wiedziałam, że to nie był dobry pomysł. Na pierwszy rzut oka było widać, że ten chłopak mnie nie lubi. Chociaż w zasadzie nawet mnie nie znał.

       Wtedy zobaczyła mnie Maria. Uśmiechnęła się od ucha do ucha i pokazała ruchem ręki kanapę. Zrozumiałam, że mam usiąść. Dopadły mnie wątpliwości, czy w ogóle powinnam przyjąć to zaproszenie. Czułam się naprawdę dziwnie. Mimo to usiadłam i spojrzałam na tego chłopaka. Po chwili niezręcznej ciszy w końcu odezwał się jakby od niechcenia.
-Cześć. Jestem Kevin. A ty?
- Ja jestem Sophia- już od pierwszych chwil ta rozmowa była niesamowicie krępująca.
-Twoja herbata-wtrąciła mama Kevina i usiadła w fotelu stojącym na przeciwko.
-Dziękuję bardzo-nieśmiało odwzajemniłam jej uśmiech i zanurzyłam usta w napoju.
Pyszny. Gorący. Idealny.
      
       Od wielu miesięcy brakowało mi tego domowego ciepła. Nawet gdybym chciała być szczęśliwa to wszystko by się zawaliło. Jak zawsze.
Właściwie, czemu tu jesteś? - oczy Kevina wpatrywały się we mnie.
-Ja...-znów zabrakło mi słów.
Po chwili wgapiania się w ogień w kominku powiedziałam jedynie:
-Świat się pomylił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz